GONE – Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój – recenzja

Chyba każdy, choćby raz w dzieciństwie marzył o tym, by ze świata zniknęli wszyscy dorośli. W takich wyobrażeniach zazwyczaj dzieci zajadały nieskończone ilości słodyczy, oglądały telewizję do woli i nie miały żadnych problemów i zmartwień. „GONE” udowadnia jednak, że to bardzo nierealna wizja, a efekt ulotnienia się wszystkich starszych byłby zdecydowanie różny od oczekiwań najmłodszych.

Gone - Zniknęli

„GONE – Zniknęli” to seria sześciu książek, autorstwa amerykańskiego pisarza Michaela Granta, a „Niepokój” (to tytuł nadany przez polskiego wydawcę – w oryginale ten konkretny tom nazywa się po prostu „GONE”) jest jej pierwszą częścią. Większość akcji rozgrywa się w Perdido Beach – kalifornijskim miasteczku, a głównym bohaterem powieści jest czternastoletni Sam Temple.

W momencie zawiązania akcji nudzi się on na lekcji historii, która niespodziewanie zostaje przerwana zniknięciem nauczyciela. Do klasy wkracza Astrid, niezwykle inteligentna dziewczyna, w której Sam po kryjomu się podkochuje. Oznajmia ona, że w podobny sposób zakończyły się jej zajęcia z matematyki. Szybko okazuje się, że w szkole nie został nie tylko żaden dorosły, ale nawet żaden uczeń, który ukończył piętnasty rok życia. Bohaterowie z niepokojem odkrywają też, że przestała działać telewizja i radio.

Część młodszych dzieci znajduje się w stanie euforii – rozwalają automat ze słodyczami i robią, co chcą. Astrid, Sam i jego najlepszy przyjaciel, Quinn, postanawiają jednak sprawdzić, czy podobny los, co pracowników szkoły spotkał ich rodziców oraz, przede wszystkim, znaleźć kilkuletniego, chorego na autyzm brata dziewczyny – Małego Pete’a. Zamiast rodziny, zastają jednak puste domy i nie dokończy wpis w komputerowym dzienniku pani Temple. W położonym na skraju Perdido Beach hotelu Clifftop natrafiają natomiast na nieprzezroczystą, bolesną w dotyku barierę.

Szybko okaże się, że szczelnie otacza ona okolicę – teren w kształcie koła o średnicy trzydziestu kilometrów, z elektrownią atomową pośrodku. Zostanie on przez dzieci nazwany ETAP-em (Ekstremalne Terytorium Alei Promieniotwórczej). Od wypadku, który miał miejsce kilkanaście lat przed akcją książki – w elektrownię atomową trafił niewielki meteoryt – Perdido Beach zaczęło być nazywane właśnie Aleją Promieniotwórczą.

Niestety dzieci wkrótce przestaną radować się wolnością, a zamiast tego zaczną tęsknić za rodzinami. Czternastolatki są zatem zmuszone do opieki nad młodszym rodzeństwem, a także kompletnie samotnymi przedszkolakami. Kiedy Sam desperacko wbiega do płonącego budynku, by ratować mała dziewczynkę, z miejsca zostaje uznany za przywódcę, a społeczność Perdido Beach zaczyna oczekiwać od niego pomocy i opieki. Jednocześnie nie każdemu (w tym także Samowi) podoba się, że to właśnie on stał się liderem. Szybko wyrosną mu więc konkurenci.

To właśnie wiarygodne postacie są jedną z największych zalet powieści. Nawet pozytywni bohaterowie nie są heroicznymi rycerzami, którzy z każdej walki wyjdą zwycięsko. Okazuje się, że „źli” natomiast mają uczucia, są naprawdę ciekawymi osobowościami i nie są jedynie zbrodniarzami, nawet jeśli posługują się metodą brutalnej siły, lub manipulują każdym wokół siebie.

Tym co najbardziej imponuje w „GONE” jest jednak niesamowita wyobraźnia autora, który złożył do kupy wiele pozornie niezwiązanych ze sobą pomysłów i stworzył porywającą całość – do bariery otaczającej niewielki wycinek Kalifornii i zniknięcia wszystkich dorosłych szybko dojdą nadprzyrodzone moce i… wiele innych nie mniej ciekawych rzeczy, ale nie chcę zbyt głęboko zagłębiać się w fabułę. W tym tomie koncentruje się ona głównie wokół bijącego dla Sama coraz szybciej zegara, który odlicza czas do jego piętnach urodzin. Zostało mu mniej niż trzysta godzin i nie ma pojęcia, czego powinien się spodziewać, ani czy w ogóle je przeżyje. Wraz z rozwojem akcji czytelnik szybko przestaje mieć wątpliwości, czy autor mógłby zabić swojego najważniejszego protagonistę i nie wiemy, czy Sam wyjdzie cało z „piętnastki”. „GONE” jest książką brutalną i czytając opinie niektórych można nawet dojść do wniosku, że nie nadaje się dla młodzieży. Trup ściele się gęsto, a bohaterowie zazwyczaj umierają w dość makabryczny sposób, ale gorsze obrazki widzimy codziennie w serwisach informacyjnych, a one nie posiadają żadnych wiekowych ograniczeń.

Akcja została poprowadzona w świetny sposób i od książki trudno się oderwać. Możliwe, że nie każdemu od razu przypadnie do gustu styl, w jakim została napisana, ale przestanie to mieć znaczenie, jeżeli czytelnik da się porwać opowieści. Jednocześnie „Niepokój” to tylko wstęp do świetnej serii książek, którą ja sam stawiam na równi z Harrym Potterem, tak więc przebrnięcie przez pięćset stron, na których została wydrukowana powieść w żadnym razie nie oznacza zakończenia przygody z tą fantastyczną opowieścią.

Gone, Zniknęli; Faza pierwsza: niepokój

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *