Jutro: Kiedy zaczęła się wojna – recenzja

John Marsden napisał dziesięć książek osadzonych w uniwersum serii „Jutro”. Ja osobiście jak na razie przeczytałem tylko jedną (oraz kawałek drugiej) i chociaż osobiście nie liczę już, że doświadczę tego, co przy śledzeniu losów Harry’ego Pottera, czy bohaterów „GONE”, to jednak wciąż uważam, że to książka warta polecenia.

jutro

Akcja książki rozgrywa się w Australii. Kilkoro nastolatków wybiera się na tydzień do tak zwanego Piekła – niedostępnego, dzikiego miejsca w górach. Podczas jednej z sielankowych nocy obserwują na niebie setki samolotów. Nie mają jednak pojęcia, co to oznacza. A po powrocie do domów nie zastają niczego – ich rodziny, podobnie jak inni ludzie zniknęli, a zwierzęta zostały zabite.

 Wkrótce okazuje się, że kraj stał się celem inwazji. Autor nie informuje, kto za nią stoi. Dowiadujemy się jedynie, że najeźdźcy mówią w nieznanym bohaterom języku. Grupa przyjaciół postanawia jednak działać – wracają do Piekła, a następnie rozpoczynają rozważanie, co mogą zrobić.

I chociaż wiele osób może stękać, spodziewając się, że oto nagle paru niewyszkolonych do prowadzenia walki nastolatków złapie za karabiny i zacznie ratować swój kraj w przepełnionej patosem i totalnymi bredniami opowieści, to jednak mam dla takich osób dobrą wiadomość. Tak naprawdę (przynajmniej w pierwszej części) bohaterowie nie robią nic, czego nie mogłyby zrobić osoby w ich wieku. Prowadzą oni akcje raczej na skalę lokalną, utrudniając wrogowi działanie w okolicach ich miasta. Oczywiście niezależnie od tego wciąż mówimy o książce, w której będą oni starali się przechytrzyć armię i trzeba odrobinę przymknąć oko, ale jest to zdecydowanie do przełknięcia.

Niestety ma to też drugą stronę medalu – finał jest nieco rozczarowujący. [UWAGA – POTENCJALNE SPOILERY] Nie dzieje się tutaj nic niesamowitego, na zakończenie nie dostajemy mocnego kopa (chociaż autor zostawił jakieś tam zaskoczenie na sam koniec) i być może jako część większej całości pierwsze „Jutro” się sprawdzi, ale jako pojedyncza książka po prostu zostawia niedosyt. Wolałbym już poznać motywację najeźdźców i dowiedzieć się, że jest ona niesamowicie szokująca. [KONIEC SPOILERÓW] Prócz tego także o bohaterach nie da się powiedzieć zbyt wiele, ponad to, że jakieś tam cechy posiadają i jakieś tam uczucia w stosunku do siebie mają – to jednak książka dość krótka, a nastolatków do stworzenia i opisania było sporo, co autorowi w pierwszym tomie cyklu udało się co najwyżej nieźle.

Trochę ponarzekałem, ale „Jutro” to powieść trzymająca w napięciu i generalnie czyta się ją dobrze. Nie jest to może objawienie i nie odkładałem wszystkiego na później, żeby tylko dowiedzieć się, co stanie się z bohaterami, ale też nie miałem ochoty odrywać się od niej, jeśli nie musiałem. Oczywiście można oczekiwać od każdej książki, że będzie kolejnym „Harrym Potterem”, ale w takim wypadku chyba nie byłoby czego czytać. A tutaj mamy do czynienia z po prostu dobrą pozycją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *