„Wielkie nadzieje”- od 1946 do 2011

Dwie ekranizacje tej samej, poruszającej historii autorstwa Karola Dickensa. Czy oprócz techniki i jakości zdjęć różnią się od siebie czymś jeszcze? Pokusiłam się o obejrzenie obu z nich i moje wnioski są zaskakujące. Ale może od początku:

oczekiwania
„Wielkie nadzieje” (z ang. Great Expectations) to powieść Karola Dickensa publikowana w latach 1860-1861. Dickens umieszczał cotygodniowe odcinki oraz ukazujące się raz w miesiącu zeszyty w swojej gazecie All the Year Round. Z początku autor rozważał nieszczęśliwe zakończenie swojej powieści, jednak jego przyjaciel przekonał go do napisania drugiego, pozytywnego zakończenia.

Fabuła książki opiera się na trudnej drodze dojrzewania i zmianie poglądów młodego Phillipa Pirripa, zwanego Pip. Anglia, koniec XIX wieku. Pip mieszka na wsi, wychowywany przez siostrę i jej męża, Joe. Pewnego dnia wszystko się zmienia, kiedy chłopiec spotyka zbiega ze statku z więźniami i pomaga mu, przynosząc pilnik i kawałek ciasta. Niedługo później Pip pierwszy raz gości w tajemniczym domu panny Havisham i jej adoptowanej córki Estelli. Phillip szkoli się na kowala do momentu, kiedy dostaje wielką fortunę od anonimowego darczyńcy, tym samym otrzymując szansę na wyjazd do Londynu. Razem z dniem ukończenia przez Pipa pełnoletności chłopak ma się dowiedzieć, kim jest człowiek, który przepisał mu ogromną fortunę. Podejrzewa, że może to być panna Havisham, która w ten sposób chce umożliwić młodzieńcowi zbliżenie się do pięknej Estelli, która również przebywa w stolicy.

Chłopak przechodzi wielką przemianę – z niedoszłego kowala do dystyngowanego dżentelmena. Dalsze losy Pipa nie przedstawiają się jednak pomyślnie. Jego darczyńcą okazuje się więzień – Abel Magwitch – któremu jako dziecko pomógł, a który po odbyciu kary dorobił się fortuny. W tym samym czasie Estella wychodzi za mąż za bogatego i bezwzględnego Bentleya Drummle’a, a Pip traci pieniądze wraz ze śmiercią Magwitcha.
Czy fortuna okaże się przekleństwem?

337617.1

Zacznijmy może od jednej z najnowszych adaptacji tej powieści. Została ona zrealizowana przez BBC w formie 3-odcinkowego miniserialu. Film jest bezsprzecznie genialnie nakręcony łącznie z najdrobniejszymi detalami, jak kostiumy i scenografia. Rola małego Pipa jak dla mnie jest świetna, podobnie jak panny Havisham( Gillian Anderson) przedstawionej jako ekscentryczna i tajemnicza postać. Na pochwałę zasługują też kreacje Magwitcha i Jaggersa.

Co do odtwórców głównych ról( Pip, Estella) to nie zachwyciły mnie. Dauglas Booth nie popisał się grą aktorską, a wielka szkoda, bo widziałam kilka lepszych ról w jego wykonaniu. Co do Vannesy Kirby wydała mi się zbyt zimna i nijaka. Nie było mi dane przeczytać książki, mimo to odniosłam wrażenie, że Dickensowi chodziło jednak o coś innego. Przecież chociażby w „Opowieści wigilijnej” mogliśmy odczuć typowy, dickensowski humor. W tej ekranizacji niestety go zabrakło.

Główne postacie nie powaliły mnie i były chwilami drewniane. Na szczęście nadrabiali wspomniani już inni, świetni aktorzy. Muszę się przyznać, że mimo trzygodzinnego seansu nie nudziłam się ani przez moment. Cóż, po prostu lubię angielskich pisarzy i XIX-wieczną Anglię. Moją uwagę głównie przykuła postać panny Havisham, która subtelnie i niezauważalnie niszczyła życie córce i Pipowi.
Serial spotkał się z falą krytyki negatywnej jak i tej pozytywnej. Mimo wszystko, jest jednak o niebo lepszy od najnowszej ekranizacji z 2012 roku, gdzie nawet dobrani aktorzy nie potrafią uratować zbyt bajkowej scenografii i przewidywalnej gry aktorskiej. Film „Wielkie nadzieje” w formie serialu osobiście bardzo mi się podobał i z pewnością mnie wzruszył (niestety, przy tym nie rozbawił).

337621.1

Teraz czas na czarno-białą adaptację z 1946 roku. Bardzo chciałam obejrzeć wcześniejszą, pierwszą ekranizację „Wielkich nadziei” z 1934 roku, niestety, nie jest ona dostępna w Internecie i niełatwo znaleźć o niej jakiekolwiek informacje. Chcąc nie chcąc, zmuszona zostałam do obejrzenia drugiej w historii wersji właśnie z 1946 i… nudziłam się przez godzinę i pięćdziesiąt trzy minuty.

Podeszłam do tej ekranizacji z wielkim entuzjazmem, jako fanka filmów czarno-białych i niestety zawiodłam się. Nie spodziewałam się efektów i zdjęć jak z najnowszych wersji( które zawdzięczamy rozwijającej się technologii) ale chociażby odpowiedniej muzyki i ciekawych dialogów. A tego zabrakło. Muzyka pojawiała się sporadycznie i często nie pasowała do danej sytuacji. Dialogi były nudne i zbyt oględne. Jeszcze większe zastrzeżenia mam do bardzo wolno rozwijającej się akcji, która zajęła niecałą godzinę, czyli połowę filmu.

Zachwyciła mnie natomiast scenografia, bardzo trafna jak na czasy powstawania adaptacji oraz gra aktorska na wysokim poziomie. Doczekałam się głównego bohatera( John Mills) z charakterem, z wyrazem, którego pozbawiony był Douglas Booth w ekranizacji z 2011 roku. Dane mi było dopatrzeć się też dickensowskiego humoru, dzięki czemu film nie był tak bardzo przygnębiający. Piękna Valerie Hobson wpasowała się w rolę Estelli również dużo lepiej niż jej następczyni. Zawiodła mnie natomiast rola panny Havisham( Martita Hunt). Jej nieliczne wypowiedzi odebrałam jako zepchnięcie bohaterki na dalszy plan, a przecież odegrała ona znaczącą rolę dla całej historii.

338852.1

Film zdobył dwa Oscary: za najlepszą scenografię oraz najlepsze zdjęcia, otrzymał również trzy nominacje w kategoriach: najlepszy film wytwórnia J. Arthur Rank and Cineguildbr, najlepszy reżyser David Lean oraz najlepszy scenariusz Anthony Havelock-Allan, David Lean, Ronald Neame. Nie sądzę, żebym zmarnowała na nim czas, ale z pewnością jestem zawiedziona i nieusatysfakcjonowana.
Jak widać, współczesna technologia wyprzedza o głowę stare, czarno-białe filmy, mimo ich ogromnego uroku i wdzięku. Dzięki współczesnym możliwościom możemy przeżywać przedstawianą nam historię razem z bohaterami. Istnieje wielka przepaść między rokiem ’46 a ’11 w historii kina. Dzięki takim porównaniom możemy uświadomić sobie, jak bardzo zmienia się nie tylko postęp, ale też ludzkie postrzeganie życia i świata. Polecam obejrzeć obie ekranizacje, aby porównać i móc wybrać. Osobiście stoję murem za wersją BBC z 2011 roku, ale nie zamykam się na starsze adaptacje. Żeby przekonać się jednak, jak bardzo różnią się od siebie poszczególne wersje, należy najpierw zagłębić się w powieść Karola Dickensa i ujrzeć sens tej historii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *