Kolejny, zwykły, dobry Bond – ‚Quantum of Solace’

My name is Bond. James Bond.

130630.1

Jeśli ktoś nie kojarzy tytułu Quantum of Solace, to po przeczytaniu powyższego zdania może już sobie w głowie skojarzyć 50% fabuły tego filmu. Już przed odpaleniem go wiedziałem, że będzie w nim kwatera główna MI6, dużo akcji i ktoś, kto próbuje zmącić spokój na świecie.

Zawsze zanim obejrzę jakiś film, wchodzę na Filmweb, żeby sprawdzić, jak go oceniają inni internauci. Ocena tego filmu była stosunkowo niska, jednak to nie powinno zrażać. Jeśli ktoś lubi filmy akcji, każda z ekranizacji przygód Agenta 007 jest pozycją obowiązkową.

Nie zawiodłem się. Lubię wszystko, co związane z tym agentem brytyjskiego wywiadu – od tego, że porusza się samochodami, których raczej nigdy się nie dorobię, aż po to, że jego podejście do kobiet jest niesamowite. Dla Bonda omotać kobietę nie jest problemem – jednak tutaj przekona się, że często musi również ponieść odpowiedzialność za swoje wybryki.

Bohater w pewnym momencie jest uważany za wroga swojego pracodawcy. Jeśli ktoś oglądał inne części 007, będzie wiedział, że cierpliwość M ma swoje granice. Akurat w tym filmie widać to doskonale. Mimo wszystko – jest to Bond. James Bond. Człowiek, który chodzi swoimi ścieżkami i na drodze do wykonania powierzonego mu zadania, nie stanie nawet jego szefowa.

Streszczając lekko fabułę – rzadko kiedy MI6, elitarna jednostka wywiadu brytyjskiego, ma do czynienia z organizacją, na której temat… nie wie kompletnie nic. Organizacja dobroczynna, działająca na korzyść ekologii na świecie – a raczej jej szef – wraz z człowiekiem, który stęsknił się za swoją dyktaturą w Boliwii mogą dać wybuchową mieszankę. Nie będzie spoilerem jeśli napiszę, że chodzi tu o duże pieniądze – przecież to normalne w filmach akcji, gdzie są zwykle dwa motywy przewodnie: panowanie nad światem i miliardy dolarów w neseserach podawane z ręki do ręki.

No i to coś, a raczej ktoś, kto przyciągnie do ekranu rzesze widzów płci męskiej. Jeśli komuś znane jest pojęcie Bond Girl i włącza przygody agenta w smokingu z licencją na zabijanie, w jakimś procencie po to, żeby sprawdzić, co tym razem upolował James – nie zawiedzie się. Jak zwykle zresztą – Olga Kurylenko jest doskonałym wyborem do roli kobiety, w której zaiskrzy uczucie do Bonda – którego z kolei po raz drugi po Casino Royale zagrał Daniel Craig. Co najważniejsze, zrobił to bardzo dobrze – choć jak dla mnie, Pierce Brosnan pozostaje królem tej roli.

Moja ocena? 8/10. W dużej mierze dlatego, że każdej ekranizacji książki Iana Flemminga dałbym z miejsca 6, a reszta zależy od reżyserów.

7213406.3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *