Serial całkiem „Nie z tego świata”

supernatural

Wiele współczesnych telewizyjnych hitów to banalne seriale, które przyjemnie się ogląda, ale nie da się w nich doszukać przebłysków geniuszu autorów lub czegokolwiek głębszego. W przypadku tej serii jest jednak inaczej.

“Nie z tego świata” (ang. Supernatural – polscy fani wolą posługiwać się oryginalnym tytułem) powstaje już od ośmiu lat i nieprzerwanie cieszy się popularnością wśród amerykańskiej widowni – tak dużą, że obecnie w USA rozpoczęła się emisja dziewiątego sezonu, po zakończeniu której serial będzie liczył niemal dwieście odcinków. Pomysłodawcą całej historii jest Eric Kripke.

O czym w ogóle opowiada „Supernatural”? To historia dwóch braci, młodszego Sama (Jared Padalecki) i starszego Deana (Jensen Ackles) Winchesterów. Ich matka zginęła, gdy byli jeszcze mali, zabita przed demona. Od tego czasu John Winchester, ich ojciec, prowadzi krucjatę przeciwko siłom zła i wychowuje synów, by zajęli tym samym. Sam buntuje się jednak – chcąc prowadzić normalne życie, zaczyna studia i nie chce mieć więcej do czynienia z polowaniami na potwory.

Pierwszy odcinek zaczyna się, gdy Dean przyjeżdża do młodszego brata i oznajmia mu, że ich ojciec zaginął. Wyruszają więc razem na poszukiwanie. Końcówka tego epizodu to punkt zwrotny w życiu jednego z braci.

Chociaż powyższy opis brzmi dość typowo, to „Nie z tego świata” typowym serialem wcale nie jest. Łączy on cechy wielu gatunków – horroru (chociaż straszny raczej nie jest) i komedii (zabawny za to jak najbardziej), a także kryminału – część odcinków związana jest co prawda z głównym wątkiem, ale inne stanowią zamkniętą całość. Podczas nich Sam i Dean starają się wyjaśnić dziwne zjawiska, które dzieją się w różnych, często oddalonych od cywilizacji, miejscach w Stanach Zjednoczonych. Podróżują od jednej zabitej dechami wiochy do drugiej Chevroletem Impalą z 1967 roku, a podczas ich wojaży przygrywa nam fenomenalna muzyka – przede wszystkim rock, pochodzący zarówno sprzed kilkudziesięciu lat, jak i bardziej współczesny (pojawiają się giganci pokroju AC/DC, Green Day, Rolling Stone’sów, czy Ozzy’ego Osbourne’a). Wszystko to powoduje, że niemal czuć klimat „opowieści drogi”, hołdu dla dorobku kulturalnego Stanów Zjednoczonych – Eric Kripke nie ukrywa zresztą, że chciał, by jego serial był przesiąknięty „amerykańskością”.

Na odbiór „Supernatural” najbardziej wpływają dwie wielkie zalety. Pierwszą stanowi bardzo rozbudowana mitologia – zagrożenia eliminowane (lub nie) przez Sama i Dena zostały zaczerpnięte z opowiadań krążących wśród wielu ludów i kultur, ale także „miejskich legend”, które pojawiły się stosunkowo niedawno (np. Krwawa Mary). Uniwersum „Nie z tego świata” jest tak bogate, że to idealny serial, by na jego podstawie tworzyć internetowe encyklopedie, przewodniki i leksykony – czym wiele osób się już zajęło.

Druga, to natomiast bardzo wyraziste i świetnie wykreowane postacie oraz doskonałe aktorstwo. Dawno podczas oglądania serialu nie miałem ochoty przeklinać bohaterów, którzy zrobili coś głupiego i cieszyć się, gdy coś im się udało. Naturalnie najlepsze postacie to Sam i Dean, ale trudno by było inaczej, bo to ich oglądamy na ekranie przez większość czasu. Bohaterowie drugoplanowi jednak wcale nie są gorsi.

Zdecydowanie zachęcam każdego, by dał szansę „Supernatural”. Co prawda pierwszy sezon to dopiero „rozgrzewka” przed tym, co będzie działo się dalej, ale nawet oglądanie początkowych odcinków potrafi przysporzyć wiele emocji. Oczywiście obejrzenie dwustu epizodów wymaga dużej ilości wolnego czasu, ale absolutnie warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *