Gdzie jesteś gwiazdko?

 

m168.pierwsza gwiazdka

Z miesięcznym wyprzedzeniem zagniatane ciasto na piernik staropolski,  wspólne, kilkupokoleniowe lepienie pierogów, sianko pod obrusem, dodatkowe nakrycie stołu i wesołe kolędowanie. Taki obrazek często można zobaczyć w dzisiejszych czasach – w reklamach. Tych, które zachęcają do zakupu nowego rodzaju mąki, porcelanowej  zastawy czy nowej zmywarki, która szybko pozmywa za nas  po świątecznej kolacji.  Szkoda, że coś, co jeszcze tak niedawno było czymś oczywistym, tradycją kultywowaną z radością, dziś częściej zobaczymy na szklanym ekranie w formie reklamy niż w rzeczywistości.

Tydzień przed świętami Bożego Narodzenia byłam w warszawskiej galerii handlowej Złote Tarasy (jednym z tych nielicznych miejsc  otwartych do późna w nocy i dających  schronienie przed zimnem i wiatrem, a zarazem tych blisko dworca), czekając na autokar, który dowiezie mnie do celu zagranicznej, litewskiej podróży, w której Warszawa była etapem.  Siedziałam „schowana” w zacisznym kątku najmniejszej kawiarni, jaką udało mi się znaleźć,  i obserwowałam ludzi. Tę ogromną masę, która mijała bogato podświetlone i zdobione witryny sklepowe kuszące mnogością okazji.  W pewnym momencie miałam wrażenie, że więcej ludzi wchodzi do budynku niż z niego wychodzi. I że za chwilę wszyscy, którzy koniecznie wieczorem musieli być w galerii bądź to na zakupach, bądź spędzając tam czas ze znajomymi, najzwyczajniej się w niej nie zmieszczą.  Z głośników non stop dało się słyszeć bożonarodzeniowe piosenki. Mijali mnie ludzie niosący torby z ogromnymi kokardami, zapewne z ukrytymi prezentami dla najbliższych.  Zastanowiło mnie to, dlaczego, mimo iż co roku wszyscy narzekają: to na kolejki w sklepach tuż przed świętami, na tłok,  albo na nerwy, które pojawiają się w momencie, kiedy nie wiemy co kupić, nikt z tych osób, które wtedy widziałam, nie zdecydował się zrobić zakupów wcześniej?

Grudzień powinien pachnąć korzennymi ciastami, powinien kojarzyć się z rękoma umorusanymi mąką, serem i grzybami przygotowywanymi jako farsz na pierogi. Nie powinien natomiast kojarzyć się przede wszystkim z kolejką w  sklepie.  I wcale nie neguję zwyczaju kupowania prezentów (sama robię to co roku), nie neguję także zakupów w galerii, czy spotkania się tam w kawiarniach z przyjaciółmi . Zwyczajnie nie potrafię zrozumieć dlaczego to wszystko musi się dziać tak szybko, w takich nerwach, w takim tłoku. I zastanawiam się ile dzieci, z tej licznej grupy najmłodszych obecnych wtedy w sklepie, zasiądzie niedługo wieczorem z nosem wlepionym w szybę i będzie wypatrywać tej szczególnej pierwszej gwiazdki, a ile będzie tylko  zastanawiać się czy dostanie nową lalkę, samochód czy może najnowszego iPhone’a?

Jest czas, kiedy gwiazdy wyglądają normalnie, pierogi to normalny obiad, a piernika w ogóle się nie je. Ale przez chwilę w ciągu roku, kiedy śnieg  (zazwyczaj jest/powinien być) skrzypi pod nogami, cała rodzina zjeżdża się w jedno miejsce,  gwiazda ma inne znaczenie, i karp i pachnąca choinka.  Tylko ile z tych zapachów, smaków, aromatów i zwyczajów uda się teraz doświadczyć, skoro  Złote Tarasy oferują wszystko to, co kiedyś w gronie rodzinnymi, w radości i oczekiwaniu, własnoręcznie przygotowywano. Do nas należy wybór, która gwiazdkę wybierzemy – tę prawdziwą na niebie, czy tę, która pełni jedynie funkcję ozdoby na fasadzie galerii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *