Głowa do góry

Pomijając wszystkie fizyczne aspekty trzymania głowy w górze, chciałabym się skupić na psychologicznym podejściu. Są pewne podejścia ludzi do życia, które mocno mnie irytują. Postaram się przybliżyć, jak niektóre zachowania wyglądają z subiektywnego punktu widzenia człowieka, który się budzi.

Tematyka „zmiany nastawienia” jest mi jak najbardziej bliska, zaznajamiam się z literaturą psychologiczną, stąd poniekąd problem w moim życiu bardzo „na czasie”. Muszę przyznać, że po raz drugi spotkałam się z terminem „człowieka śpiącego”. Możecie o tym przeczytać w książce Anthony’ego de Mello „Przebudzenie” czy „Maksimum osiągnięć” Briana Tracy. O co chodzi? Spróbuj pomyśleć o swoim życiu. Większość czynności wykonujesz automatycznie, jesteś zaprogramowany na pewne działania, nie myślisz o krokach, jakie podejmujesz, a nawet często jesteś ich zupełnie nieświadomy. To jest wygodne, dni mijają, nasze życie jakoś się toczy, Ty dalej myślisz, że masz kontrolę nad swoim życiem, a tak naprawdę? Śpisz. Przyznaj się sam przed sobą kiedy ostatni raz trzymałeś w ryzach swoje procesy myślowe, stań się czujny. Czy masz jakąś władzę nad aspektami swoimi życia? Masz, właściwie jeśli nie nad każdymi, to nad większością. Czy korzystasz z tego?

Jakich ludzi spotykam na co dzień? Wkurzonych, złych, zirytowanych, smutnych, zrozpaczonych, znudzonych, obojętnych. Owszem, nie zawsze, ale sam widzisz miny osób, które mijasz na ulicy, osób, które siedzą obok Ciebie w autobusie. Wyglądają na szczęśliwych? Nie uogólniajmy, szczęście to też indywidualna sprawa, każdy doświadcza tego uczucia, innymi środkami. Wiecznie się czymś zamartwiamy, stresujemy, zamiast rozwiązywać problemy ciągle o nich tylko mówimy, przez co piramida kłopotów tylko się piętrzy. Koncentrujemy swój umysł na tym, czego nie mamy. To czyni nas nieszczęśliwymi, bo doceniając faktyczny stan rzeczy, skakalibyśmy pod sam sufit.

Najbardziej denerwują mnie kwestie świadomie podejmowanych wyborów. Prosty przykład, z którym zmagam się niemal codziennie. Osoba A w dzień sprawdzianu lamentuje, krzyczy, płacze i modli się o cud. A gdzie w tym wszystkim kwestia tego, że na rzetelne przygotowanie się miała mnóstwo czasu, którą zmarnowała, a już na pewno nie wykorzystała do otworzenia książek? To był świadomy wybór. Świadome „olanie sprawy”, co skutkowało późniejszymi brakami. Tego nie potępiam, po prostu ja w takiej sytuacji problem określiłabym w ten sposób: jest sprawdzian, ja nic nie umiem, bo przeznaczyłam czas na inne czynności, teraz muszę się skupić na: a. pozyskaniu jak największej wiedzy w ciągu przerwy, b. umiejętnym skorzystaniu ze ściąg, c. opanowaniu niepohamowanych odruchów ludzkich, wyciągnięciu wniosków i nauczeniu się na kolejny raz, ale z pełną świadomością mojej winy. Najważniejsze, to odrzucić wszelkie wymówki i usprawiedliwienia. Rozumiem, okłamywać innych, ale samego siebie? Nie widzę w tym większego celu. Każdy z nas pracuje na własny rachunek.

Czas uwierzyć w siebie. Kto, jeśli nie Ty? To właśnie Ty wybierasz swoją drogę życiową, to Ty obierasz środki, które doprowadzą Cię do celu. Po co z góry sobie utrudniać? Nie musisz przeprowadzać rewolucji, wystarczy, że małymi krokami zacznie w swoje życie wprowadzać małe, dobre nawyki, które będą brzemienne w skutkach. Wystarczy jedynie, aby wszystko, co sobie ubzdurasz, było zgodne z tym, co wyznajesz, z Twoją moralnością, wartością, ale i obrazem osoby, którą chcesz być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *