prawda

MARIOLA ŁABNO – FLAUMENHAFT: Aktorstwo to nic innego jak dobre rzemiosło i to było kapitalne dla młodej dziewczyny, która kończąc studia, mając 21-22 lata, będąc już zawodową aktorką, miała taką szansę. Cały czas się człowiek uczy, każda nowa rola jest dla mnie czymś nieodkrytym. To jest taka tabula rasa, coś do czego ja podchodzę i nic jeszcze o postaci nie wiem. Nie wiem jak to będzie wyglądało, nie wiem, czy ja sobie poradzę z tą materią i mam pewnego rodzaju lęki, obawy – jak każdy. Po siedmiu latach mojej pracy w Tarnowie, zdarzyło się cudowne zrządzenie losu, że kiedy graliśmy spektakl w reżyserii wspaniałego Maćka Wojtyszki, to był „ Kandyd” Woltera, gdzie ja grałam Kunegundę, jedną z głównych postaci kobiecych, a ówczesny dyrektor teatru im. Wandy Siemaszkowej, jadąc do Krakowa chciał skompletować zespół na 50-lecie rzeszowskiego teatru.

MARIOLA ŁABNO – FLAUMENHAFT: Aktorstwo to nic innego jak dobre rzemiosło i to było kapitalne dla młodej dziewczyny, która kończąc studia, mając 21-22 lata, będąc już zawodową aktorką, miała taką szansę. Cały czas się człowiek uczy, każda nowa rola jest dla mnie czymś nieodkrytym. To jest taka tabula rasa, coś do czego ja podchodzę i nic jeszcze o postaci nie wiem. Nie wiem jak to będzie wyglądało, nie wiem, czy ja sobie poradzę z tą materią i mam pewnego rodzaju lęki, obawy – jak każdy. Po siedmiu latach mojej pracy w Tarnowie, zdarzyło się cudowne zrządzenie losu, że kiedy graliśmy spektakl w reżyserii wspaniałego Maćka Wojtyszki, to był „ Kandyd” Woltera, gdzie ja grałam Kunegundę, jedną z głównych postaci kobiecych, a ówczesny dyrektor teatru im. Wandy Siemaszkowej, jadąc do Krakowa chciał skompletować zespół na 50-lecie rzeszowskiego teatru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *