happysad: „Dla nas najważniejsza jest szczerość oraz dobra zabawa na koncercie”

O czasach licealnych, wpływie fanów na twórczość zespołu oraz o kierunku zmian – mieliśmy przyjemność rozmawiać z Łukaszem Ceglińskim, gitarzystą grupy happysad.

 

happysad_3

fot.Przemek Bednarczyk

Zaczniemy od pytania dotyczącego czasów licealnych. Lata 90., szkoła średnia – czy to początek happysadu, jaki obecnie znamy?

Jest to o tyle początek, że jest to start naszej znajomości z Kubą(wokalistą zespołu – przyp. red.) .Gdy się spotkaliśmy, okazało się, że potrafimy grać na gitarze, a Kuba do tego całkiem sprawnie śpiewa. Dlatego też postanowiliśmy sobie razem pomuzykować. Pierwszy skład wykrystalizował się nieco później, ale wszystkie wydarzenia, które doprowadziły do tego, gdzie dzisiaj jesteśmy, miały swój zaczątek właśnie w Liceum.

Wczoraj minął dokładnie rok od wydania Waszej szóstej płyty – „Jakby nie było jutra”. Obecna trasa koncertowa nawiązuje do dziesięciolecia drugiego krążka w Waszym dorobku – „Podróże z i pod prąd”. Czy mógłbyś scharakteryzować kierunek, w którym podążyliście oraz czy jesteście z niego, jako autorzy, zadowoleni?

Kierunek zawsze wyznacza się, gdy rozpoczyna się pracę nad kolejną płytą. Nigdy nie jest to droga obrana z rozmysłem, poprzedzona burzą rozmów. Najzwyczajniej w świecie wychodzi to z grania i emocji, które zespół ma w sobie w danym momencie. Każdy album jest zapisem jakiegoś okresu w życiu człowieka oraz zespołu. To, że nowsze płyty wyglądają tak, a te nieco starsze inaczej, jest dowodem na to, że happysad dorasta, że targają nami zmienne emocje, które w jakimś stopniu w naszej muzyce się wyrażają. Różnice między tymi płytami są takie, że 99 albo nawet 100% utworów, które znalazły się na drugim krążku, Kuba przyniósł zaaranżowane na gitarę akustyczną oraz wokal. Potem wszyscy w zespole robiliśmy aranż – zastanawialiśmy się, jaki rytm zrobić w zwrotce, jaki w refrenie. Od albumu „Mów mi dobrze” piosenki w większości powstają ze wspólnego grania. Gdy powstanie jakiś skrawek rytmu, melodii, kawałek utworu, wtedy Kuba stara się dopasować warstwę liryczną. Są to dwie bardzo wyraźne różnice między naszym myśleniem o muzyce wtedy i teraz.

Czy to, że fani cieszą się Waszą muzyką ma wpływ na to, jak tworzycie płyty oraz w jakim kierunku to podąża?

Nie, nie ma to wpływu, ponieważ nie chcemy być kapelą grającą pod publiczkę. Gdybyśmy tak robili, to nagrywalibyśmy wszystkie płyty tak, jak tę pierwszą. Oczywiście, moglibyśmy działać na tej zasadzie, ale satysfakcja z odgrzewania kotleta jest taka sobie. Jeśli artysta myśli oraz przeżywa poważnie to, co robi, to naturalną konsekwencją jest to, że dochodzi do jakichś zmian. Nie można przeżywać w kółko wszystkiego tak samo. Inaczej przeżywaliśmy śmierć kogoś z bliskich, gdy mieliśmy lat osiemnaście, a w inny sposób przeżywamy teraz, gdy mamy prawie czterdzieści. W inny sposób człowiek myślał o miłości wtedy, a inaczej myśli teraz. O każdej emocji odmiennie myśli się mając lat naście, a inaczej mając lat „dziesiąt”. Chcąc być szczerymi wobec siebie i publiczności, siłą rzeczy tworzymy płyty, które są różne. Oczywiście, do pewnego momentu są one podobne, ale od jakiegoś czasu wymagają więcej skupienia przy ich słuchaniu.

Czyli można powiedzieć, że swoją muzyką chcecie wywrzeć jakiś wpływ na słuchaczach?

Oczywiście, bardzo chcielibyśmy, aby nasza twórczość miała wpływ edukacyjny na fanów, ale i nie tylko – również na ludzi, którzy przypadkowo usłyszą naszą piosenkę w radiu. Natomiast nie jest naszym celem, aby uwierzyli, że happysad jest najlepszym zespołem na świecie. Pragniemy, aby uwierzyli w to, że w muzyce można odnaleźć całe spektrum emocji, które można wziąć i przypasować do siebie. Nie mówię tutaj konkretnie o naszym zespole – wystarczy, że będziemy jakimś zaczątkiem poważnego myślenia o muzyce przez odbiorcę.

Nie dopada Was czasami znudzenie graniem tych samów utworów od kilku lat?

Piosenka „Zanim pójdę” jest grana na prawie wszystkich koncertach. Przez dwanaście lat nie była grana na dwóch, może trzech. Żeby ją wykonać ze szczerą emocją, musimy ją odrobinę „przearanżować”, wprowadzić świeżą nutę. Gdybyśmy nie przeżywali szczerych emocji na scenie, pewnie byśmy się zwinęli. Ludzie wyczuliby, że to jest już bardziej teatr. Każdy koncert – czy to wczoraj w Warszawie, czy dzisiaj w Rzeszowie, to taka operacja na żywym organizmie, wiwisekcja – wychodzimy i jesteśmy szczerzy wobec słuchaczy, dajemy siebie jak na talerzu. Moim zdaniem, aby to nie było traktowane jako teatrzyk musi być w pełni autentyczne.

Skoro wspomniałeś już o Rzeszowie – widać, między innymi po dzisiejszej frekwencji, że to miasto Was kocha. Jak je odbieracie? Macie może jakieś wspomnienia związane z naszym miastem?

Rzeszów zawsze jest na mapie naszej jesiennej trasy koncertowej. Fajne kluby, fajny organizator – Łukasz „Kuczan” Kukulski. Dzisiaj akurat gramy w klubie „Pod Palmą”. Jesteśmy zżyci z tym miejscem. Występowaliśmy chyba wszędzie – w „Live”(aktualnie Life House – przyp. red.), w „Akademii” wraz z Farben Lehre oraz Akurat. Nie mieliśmy jeszcze okazji odwiedzić „Lukru”, w którym dzisiaj swój koncert ma Kult. Ogółem rzecz biorąc mamy długą historię koncertowania w Rzeszowie. Tutaj się fajnie gra, więc nie omijamy tego miejsca. Są miejscowości, w których jest na pół gwizdka, dlatego robimy sobie odpoczynek i przyjeżdżamy na przykład raz na dwa lata. Rzeszów na całe szczęście nie potrzebuje oddechu, dlatego możemy Was odwiedzać regularnie.

Zapewne zauważyliście, że na Wasze koncerty przychodzi sporo młodzieży – gimnazjalistów oraz licealistów. Jak na to patrzycie?

My, kiedy zaczęliśmy chodzić na koncerty np. Kultu, Pidżamy Porno i innych podobnych zespołów, byliśmy właśnie w wieku licealnym. Uważam, że są to najlepsze lata na to, aby zainteresować się muzyką, a jeśli jest to muzyka rockowa – tym bardziej. Grupa gimnazjalno – licealna to grupa najbardziej żywiołowa. To im najbardziej chce się stać w pierwszym rzędzie, kręcić pogo pod sceną, pisać na facebooku. Jest to ekipa najbardziej widoczna. Jednak, gdy popatrzycie, chociażby dzisiaj na koncercie, od rzędu piątego do końca stoją już starsi ludzie – studenci, czasem matka z dziećmi, ojciec z całą rodziną. Dla nas jest to bardzo wzruszające, że mamy taki przekrój odbiorców. To, czy ktoś rozumie, o czym śpiewamy, czy nie -możecie mi opowiedzieć śmieszne wydarzenia z waszego życia, które dla was będą śmieszne, a dla nas już nie. Tak samo jest z nami – my opowiadamy jakieś historie, które ktoś może złapać, a ktoś może powiedzieć, że kompletnie tego nie rozumie, ale fajnie grają, to poskaczę. Dla nas liczy się przede wszystkim szczerość i zabawa na koncercie. Bez tego kompletnie nie bylibyśmy sobą.

Dziękujemy bardzo za wywiad oraz poświęcony czas. Życzymy miłego koncertu!

Dzięki! Na pewno taki będzie.

 

 

Rozmawiali:

Sandra Lis 1f

Karolina Majewska 1a

Michał Mryczko 1a

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *